Czego 5 kobiet nauczyło się o życiu (i sobie) poprzez bieganie

thumbnail for this post


Pięć lat temu Dimity McDowell i Sarah Bowen Shea napisali książkę „Run Like a Mother”, zachęcając mamy na całym świecie do zasznurowywania butów, nawet jeśli wydaje się, że nie ma ani minuty do stracenia. W rzeczywistości, zwłaszcza gdy wydaje się, że nie ma ani minuty do stracenia.

Dwóch przyjaciół było zachwyconych, gdy strona internetowa książki zmieniła się w popularne miejsce spotkań, w których zmagani z czasem matki-biegacze mogli się dzielić porady i inspiracje. W zeszłym tygodniu wydali nową książkę, aby uczcić ducha tej społeczności. Tales from Another Mother Runner (15 USD, amazon.com) to zbiór przemyślanych esejów kobiet, które wierzą w przemieniającą moc mili.

Tutaj dzielimy się 5 szalonymi, inspirującymi objawieniami tych autorów:

Kiedy patrzę wstecz, zdaję sobie sprawę, że bieganie nauczyło mnie od wielu lat. Podskakujący, nieszczelny, potworny bieg poporodowy. Falujący, potrójny bieg, aby znaleźć trochę zdrowia psychicznego. W każdym razie, kto-do-diabła-jestem-już-w każdym razie, biegnie mama-maluchów. Bieg oh-cholera-moje-życie-się rozpada. Zabawa w odzyskanie rozwodu: jeśli mogę przebiec x mil, mogę zrobić wszystko inne przede mną. Treningi do maratonów, które wydawały się trwać cały dzień. Ultramaratony treningowe, które wydawały się trwać całymi dniami. Moje-nastoletnie-dzieci-doprowadzają-mnie do szaleństwa. Odrzutowiec napędzany nieszczęściem zerwania. Solidarność biegnie obok pogrążonego w żałobie przyjaciela. Zawsze biegałem, ale nigdy nie uciekałem; Zawsze biegłem w kierunku.

Wszystko to, każda mila, prowadziło mnie stamtąd tutaj, uczyło mnie radości, najlepsza część istnieje właśnie tutaj, teraz. Nawet gdy bieganie, małżeństwo czy macierzyństwo „trzy rzeczy, które mogą zmęczyć twój tyłek” wydają się nieznośnie trudne, zawsze jest jakaś radość do odkrycia. Tutaj. Teraz.

Po wspinaczce przez rok, szlak prowadzi w dół kanionu i zakręca w szerokie serpentyny, które przecinają rozszerzającą się dolinę. Z pomocą grawitacji relaksuję się w wysiłku. Po pierwsze, jest po prostu mniej bolesne. W końcu przestaję myśleć i po prostu biegnę. W nagrodę dostaję endorfiny, które przypominają mi, jak podskoczyło mi w żołądku poprzedniej nocy, kiedy Jeff przytulił mnie na dobranoc. Pamiętam całe podekscytowanie i brak frustracji. Zdaję sobie sprawę, że to całkiem proste. Lubię Jeffa, a on lubi mnie. Wszystko ułoży się tak, jak powinno. Żeby było jasne, nie jest to moja naturalna niewypłacalność. Normalnie mój małpi umysł wiruje, martwi się i działa przeciwko mnie. Ale dziś rano moje ramiona pompują i nabieram siły.

Kiedy wracam do domu, przypomniałem sobie, że czasami wystarczy zwykła czynność postawienia jednej stopy przed drugą. zobaczyć świat na nowo.

Kiedy biegam, mój umysł bierze głęboki, jogiczny, oczyszczający oddech. Rytm moich stóp stwarza psychiczny spokój, jakiego nie mogłem znaleźć nigdzie indziej: ani w kościele, ani w medytacji, ani w gabinecie terapeuty, ani na rękach. W biegu wybór radości wydaje się równie łatwy, jak błyskawiczny zjazd ze wzgórza. W biegu moja szklanka nie jest w połowie pusta; jest tak pełny i orzeźwiający jak butelka wody, którą ściskam w dłoni. W biegu wszystkie te rzeczy na torbach Lululemonów „tańcz, śpiewaj, nitkuj, podróżuj, bądź szczęśliwy” wydają się świetnymi pomysłami, a nie upomnieniami o tym, do czego nie mam ochoty. Rzadko kiedy czuję się zmartwiony lub udręczony podczas biegu. Uroniłem łzy w biegu, ale nawet jeśli było to w związku ze śmiercią lub czymś podobnie traumatycznym, wdzięcznością i miłością „nie depresją”, które przyniosły wodociągi.

Biegam, jestem osobą chcę być, kiedy stoję nieruchomo.

Odkąd przebiegłem moje pierwsze 50 km, wszystkiego, czego nauczyłem się o ultrarobieniach, nauczyłem się metodą prób i błędów. Nigdy nie nosiłem czujnika tętna. Nie mam trenera ani planu treningowego, nie śledzę swoich statystyk, nie startuję na Stravie ani nawet nie noszę zegarka. Może byłbym szybszym biegaczem, gdybym to zrobił, ale wolę trenować od wewnątrz: czując, słuchając swojego ciała, biegając od serca, a nie z głowy, skupiając się na prywatnej radości z poruszania się natura na własnych nogach. Kiedy to robię, niezmiennie biegam szybciej, silniej, dalej i szczęśliwszy.

Każdy z moich tytułów „matka, pisarz, biegacz” został zdobyty dzięki nieprzespanym nocom, niezliczonym przeciągom, milom, które wydają się nigdy nie kończyć. Każdy jest ważny, każdy jest istotną częścią mojej tożsamości. A kiedy te tytuły płynnie łączą się ze sobą, jestem pełny, zadowolony, zbliżając się do pełnego szczęścia.

„Mamo, biegasz dzisiaj” - pyta, wtulając się pod moją brodę. Siedzę przy biurku w swoim domowym biurze, patrzę na gigantyczny, pokryty śniegiem świerk i wdycham słodycz z jego kręconych włosów.

˜ Tak, ale tam jest zimno. mówić. „Po prostu próbuję się przygotować na to, na zimno, wiesz?”

„Tak, wiem” - mówi, kiwając głową jak weteran biegaczy, jakby naprawdę wiedział .

˜ Mamo, powinnaś założyć ciepły płaszcz i skarpetki.

˜ Dzięki, słodki ziemniak. Będę.




Gugi Health: Improve your health, one day at a time!


A thumbnail image

Czas wnieść szczęście do treningu

Co ostatnio zrobiłeś dla swojego treningu? Z pewnością wiele dla Ciebie robi, …

A thumbnail image

Czego Cassey Ho's Bikini Competition Days nauczyło ją o chirurgii plastycznej

Ponieważ liczba operacji plastycznych wykonywanych każdego roku stale rośnie, …

A thumbnail image

Czego lekarze ci nie mówią (ale powinni)

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, co myśli twój lekarz, kiedy siedziałeś w …