Tydzień 12: Moje największe wyzwanie

W 12. tygodniu pojawił się zupełnie nowy zestaw wyzwań, a wszystko to wokół faktu, że zacząłem nową pracę. Pierwszym wyzwaniem był zupełnie nowy harmonogram, który naprawdę wpłynął na mój program treningowy. Po tygodniu lub dwóch niepewności mój trener, Justo, był w stanie znaleźć dla mnie nowe przedziały czasowe, w tym jeden wieczorem. Który. Nienawidzę. Zawsze byłam osobą ćwiczącą rano lub wcale, więc chodzenie na siłownię po pracy jest dziwne. Jakby mój dzień jeszcze się nie skończył.
Drugie wyzwanie polega na tym, że muszę zacząć rano treningi dużo wcześniej - i nic nie mówi „wracaj do łóżka” tak jak wyglądanie przez okno na atramentowo-czarnym niebie. Ale przeszedłem przez to (i faktycznie stwierdziłem, że mam więcej energii w ciągu dnia), ale w piątek zostałem pokonany. A piątek to moja poranna sesja z Justo.
Ale największym wyzwaniem jest ilość jedzenia wokół mnie: moja nowa koleżanka z biura ma na biurku w widocznym miejscu pojemnik z cukierkami wielokrotnego napełniania. Piątkowe śniadania z bajgli. Mijając kuchnię, zaatakował mnie rozkoszny zapach tostów. Ugh.
Chociaż udało mi się jakoś samodzielnie ominąć talerz z cukierkami, przez cały dzień regularnie przypominają mi o tym odwiedzający, którzy wpadają na „dodatek cukru”. Bardzo irytujące, ale jakoś mnie nie kusiło. Przyznam się do oglądania bułeczek z bardzo bliskiej odległości, ale z minimalnym kontemplacją. Zdałem.
A przy wcześniejszym harmonogramie, który wydłuża mój dzień, stwierdzam, że jestem bardziej głodny. Na szczęście mam zaplanowane spotkanie z Marissą (RD) w tym tygodniu, więc jest to zdecydowanie na mojej liście dyskusyjnej. Z przekąskami i ograniczeniem chleba poradziłem sobie naprawdę dobrze, ale o 20 lub 21. Chcę znowu jeść. A jeśli uda mi się pominąć poczęstunek przed snem, kiedy budzę się rano, jestem głodny.
Z bardziej pozytywnej strony, czuję, że tydzień lub dwa dobre jedzenie Wydaje mi się, że moje plecy wróciły do normy i dłużej ćwiczyłem samodzielnie. Czuję się szczuplejsza i zauważam dużą różnicę w moich ubraniach, ale w jakiś sposób moja własna skala nie odzwierciedla zbyt dużej zmiany w ostatnim miesiącu. Z jednej strony widzę - i czuję - wyniki, z których powinienem być zadowolony, ale z drugiej strony czuję się rozczarowany. Wydaje mi się, że moja wewnętrzna passa współzawodnictwa wyciąga ze mnie wszystko, co najlepsze, ale jestem dopiero w połowie programu FGW. Justo ostrzegł mnie wcześnie, że trzymiesięczny znak to duży płaskowyż i nie czuję się sfrustrowany, kiedy go osiągnę. Zwykle jest to moment, w którym schodzę z torów, więc muszę się skupić.
Gugi Health: Improve your health, one day at a time!