Wiele kobiet wstrzymuje plany ciążowe w chwiejnej gospodarce

Diana Adam, lat 35, i jej mąż chcieli w tym roku mieć drugie dziecko. Moment wydawał się po prostu właściwy. Miała pracę jako inżynier oprogramowania w dużej firmie zajmującej się badaniami rynku niedaleko San Francisco i przynosiła dobre korzyści - w tym płatny urlop macierzyński. Szukał posady na wydziale po ukończeniu doktoratu z socjologii, ale miał stałą pracę jako wykładowca na państwowym uniwersytecie. Ich pierwsze dziecko, chłopiec, miał 3 lata.
Ale to było przed krachem gospodarczym. Od tego czasu jej mąż ma ograniczone godziny pracy i jesienią może całkowicie wyschnąć. Co najmniej połowa stanowisk na wydziale, na które się ubiegał, została zredukowana z powodu zawieszenia zatrudnienia. Sama Adam przeżyła serię zwolnień w swojej pracy, ale nadal nie czuje się całkowicie bezpieczna. „W tej chwili odkładamy zdecydowanie na najbliższy rok zdecydowanie” - mówi Adam.
Adam i jej rodzina nie są sami. Prawie 1 na 5 zamężnych kobiet w wieku od 18 do 44 lat twierdzi, że chwiejna gospodarka wpłynęła na ich plany powiększenia rodziny - wynika z badania opublikowanego w maju przez American College of Obstetricians and Gynecologists (ACOG). Prawie 1 na 10 osób twierdzi, że odkłada planowaną ciążę z powodu złej sytuacji ekonomicznej.
W międzyczasie urolodzy zauważyli wzrost liczby mężczyzn poszukujących wazektomii, a kliniki Planned Parenthood donoszą, że więcej kobiet dzwoni, aby poprosić o pomoc w opłaceniu kontroli urodzeń. Organizacje, które pomagają kobietom o niskich dochodach płacić za aborcje, twierdzą, że otrzymują również więcej telefonów.
„Nie ma wątpliwości, że gospodarka ma bezpośredni wpływ na kobiety w naszej społeczności” - mówi Jenifer Vick, dyrektor ds. rozwoju i komunikacji w Planned Parenthood of East Central Iowa w Cedar Rapids.
Sondaż ACOG wykazał, że 17% zamężnych kobiet stwierdziło, że gospodarka „wpłynęła na ich plany zwiększenia liczebności ich rodziny” oraz 20% stwierdziło, że bardziej niż w zeszłym roku martwiło się nieplanowaną ciążą. Podczas gdy około jedna trzecia kobiet stwierdziła, że z tego powodu przywiązuje większą wagę do stosowania środków antykoncepcyjnych, 14% odkładało coroczne badania kontrolne, a 15% ograniczało niektóre leki lub po prostu ich nie brało. już. Ankieta internetowa została przeprowadzona między 25 marca a 1 kwietnia 2009 r. I objęła 1031 kobiet w wieku od 18 do 44 lat.
Wyniki są szczególnie niepokojące, zauważa dr Iffath Abbasi Hoskins, ponieważ większość kobiet w wieku rozrodczym polega na na ich ginekologię położniczą do podstawowej opieki zdrowotnej, jak również na zdrowie reprodukcyjne. Dr Hoskins mówi, że grupa lekarzy zleciła badanie Organizacji Gallupa, ponieważ pacjenci mówili jej członkom, że presja ekonomiczna wpływa na ich wybory dotyczące planowania rodziny i opieki zdrowotnej.
„Spowolnienie gospodarcze jest niezamierzone konsekwencje, a te konsekwencje wpływają na najbardziej osobiste i intymne obszary życia kobiety ”- mówi dr Hoskins, wiceprezes ACOG i przewodniczący oddziału położnictwa i ginekologii w Lutheran Medical Center na Brooklynie.
Raport z marca sugeruje, że wzrasta również wskaźnik wazektomii. Urolodzy z Cornell Institute for Reproductive Medicine w Nowym Jorku i ich koledzy poinformowali, że konsultacje dotyczące wazektomii wzrosły o 48% do 75% w porównaniu z ostatnimi latami i miesiącami.
Zeszłej jesieni, Planned Parenthood of East Central Iowa pięć lub sześć kobiet co tydzień kwalifikowało się do udziału w państwowym programie, który oferuje bezpłatną kontrolę urodzeń, coroczne wymazy cytologiczne i inne usługi w zakresie zdrowia reprodukcyjnego osobom, które spełniają wytyczne dotyczące dochodów. Obecnie, według Vicka, do kliniki kwalifikuje się codziennie pięć lub sześć kobiet, a od 10 do 20 kobiet codziennie dzwoni, szukając pomocy w opłaceniu opieki zdrowotnej i środków antykoncepcyjnych.
„W tym tygodniu była kobieta która przyszła, mówiąc, że jej firma postanowiła obniżyć swoje wydatki, podnosząc kwotę franszyzy na ich plany ubezpieczeniowe. Powiedziała, że nie stać jej na odliczenie w wysokości 500 dolarów. Nasz personel kliniki sprawdza, jak mogą pomóc jej uzyskać dostęp do potrzebnych jej środków antykoncepcyjnych ”- mówi Vick. „Niektóre kobiety mówią, że boją się utraty pracy / ubezpieczenia zdrowotnego i chcą wiedzieć, co możemy zrobić, aby pomóc, jeśli tak się stanie. Te kobiety wiedzą, że tu jesteśmy i nie wiedzą, dokąd pójść. ”
Toni Bond Leonard, która kieruje funduszem Illinois Reproductive Justice Fund, który pomaga kobietom płacić za aborcje, mówi, że więcej kobiet szuka pomocy, podczas gdy darczyńcy funduszu muszą zmniejszyć swoje wsparcie. Leonard mówi, że kiedy kobiety dzwonią do funduszu z siedzibą w Chicago, są pytane, czy mogą pokryć część kosztów. Dzwoniący mówili, że mogą przekazać od 50 do 100 dolarów. Według Leonarda aborcja w pierwszym trymestrze ciąży w rejonie Chicago kosztuje średnio 365 dolarów.
„Teraz kobiety dzwonią i nic nie mają” - mówi. Fundusz zazwyczaj prosi kobietę, aby spróbowała samodzielnie zebrać trochę pieniędzy, a następnie oddzwoni, dodaje Leonard. „Kobiety nie oddzwaniają, ponieważ po prostu nie mogą niczego podnieść”.
Chociaż trudno jest zdobyć twarde liczby (najnowsze dane dotyczące wskaźników aborcji w USA pochodzą z 2005 r.), Boston National Network of Abortion Funds twierdzi, że większość z jej 102 funduszy członkowskich odnotowała wzrost od 50% do 100% liczba połączeń w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Liczba zgłoszeń do biur sieci krajowej, które kierują kobiety do lokalnych funduszy i krajowego kierownika ds. Sieci, wzrosła trzykrotnie.
„W biurach sieci od pierwszego roku zauważalny był wzrost desperacji - powiedział NNAF w marcowym komunikacie prasowym. „Obecnie pracownicy często podnoszą słuchawkę i słyszą szlochające i sapiące kobiety, które próbowały wszystkiego, co tylko przyszło im do głowy, aby zebrać wystarczającą ilość pieniędzy na aborcję, wciąż nie radzą sobie z aborcją i znajdują się w emocjonalnym punkcie krytycznym”.
Całkowity współczynnik dzietności, czyli średnia liczba dzieci urodzonych przez kobietę w ciągu jej życia, spadł do 2,1 w 1936 r. i spadł do „najniższego w historii” 1,7 w latach 70., według statystyk z biura. Całkowita płodność w końcu wzrosła i utrzymywała się na stałym poziomie 2,0 do 2,1 przez ostatnie kilka lat, pisze Haub, ale jest za wcześnie, aby powiedzieć, jaki wpływ może mieć obecne spowolnienie na wskaźniki urodzeń.
Tymczasem Diana Adam i jej mąż planują wstrzymać się z powiększaniem rodziny, dopóki nie wykona stałej pracy. Nie musi to być praca na pełny etat, mówi Adam, ale musi być niezawodna. W zeszłym roku rodzina mogła zaplanować, że będzie prowadził kilka zajęć w każdym semestrze i jedną podczas sesji letniej. „Wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać; teraz chodzi bardziej o „Zobaczmy” - mówi Adam. „To wszystko decyzja podjęta w ostatniej chwili i nie możesz nic zaplanować”.
Adam mówi, że ma nadzieję, że czekanie nie potrwa zbyt długo, ponieważ posiadanie dziecka bliżej czterdziestki „sprawia, że trochę się denerwuję ”.
„ Nie chcę zbytnio zwlekać ”- mówi. „Nigdy nie wiadomo, ile czasu zajmuje czasami zajście w ciążę”.
Gugi Health: Improve your health, one day at a time!