„Zostałem poddany kwarantannie w Chinach przez 3 tygodnie z powodu wybuchu koronawirusa - ale widziałem tak wiele życzliwości wśród chaosu”

Kiedy to piszę, przez ostatnie 19 dni byłam poddawana kwarantannie w domu mojej matki w Kunming w Chinach. W sumie opuszczałem jej prawdziwe mieszkanie sześć razy - nigdy więcej niż pięć minut spacerem od moich drzwi wejściowych i zawsze z maską na twarz (są tu obowiązkowe) - zwykle po artykuły spożywcze lub inne artykuły, takie jak szampon i detergentu do prania.
W Kunming znajdujemy się 950 mil (lub 19 godzin jazdy) od Wuhan, epicentrum epidemii koronawirusa, który zaraził ponad 60 000 osób na całym świecie - ale za każdym razem, gdy wyjeżdżam w osiedlu mieszkalnym, w którym mieszkam, nie mogę się powstrzymać od zdziwienia, jak… wszystko wygląda normalnie. Chociaż nikt nie idzie daleko (i zawsze nosi maski na twarz), ludzie spacerują w kółko po obiekcie lub chodzą do sklepu spożywczego tuż za bramą.
Prawda jest taka, że jestem jednym ze szczęściarzy —Zarówno w Chinach, jak i na całym świecie. Nie jestem chory (chociaż kilka tygodni temu bałem się); Mam dużo jedzenia i wody; a kwarantanna, w której przebywamy z mamą, daje nam wystarczająco dużo czasu na zewnątrz, aby nie oszaleć. Ale jestem obywatelem amerykańskim - a brak lotów komercyjnych w całych Chinach (iz powrotem do Ameryki) oraz brak zasobów amerykańskich oferowanych prywatnym obywatelom amerykańskim w Chinach sprawił, że poczułem się bardzo pozostawiony w tyle. Co gorsza: nie miałam pojęcia, w co się pakuję, kiedy zaledwie miesiąc temu wylądowałam w Chinach, żeby spędzić Księżycowy Nowy Rok z matką i jej rodziną.
Chongqing, gmina granicząca z Prowincja Hubei znajduje się nieco ponad 500 mil od Wuhan (12 godzin jazdy samochodem), a sytuacja tam była paniczna. Zaledwie dzień po moim przybyciu, 23 stycznia, całe miasto Wuhan - zamieszkałe przez 11 milionów ludzi - zostało zablokowane. Co najmniej 12 innych miast poszło w ich ślady i następnego dnia ogłosiło własne ograniczenia w podróżowaniu.
Podczas czterech dni spędzonych w Chongqing nie przekroczyłem obszaru w promieniu trzech przecznic od osiedla mieszkalnego mojej babci, znowu, zawsze nosząc maskę. Ludzie byli szaleni. Kolejki do sklepów spożywczych były strasznie długie, a półki opróżniane. Gdy liczba przypadków koronawirusa w Chongqing zaczęła rosnąć (i ponieważ wszystkie obchody Księżycowego Nowego Roku zostały odwołane), moja mama i ja polecieliśmy do jej domu w Kunming, niecałe dwie godziny drogi stąd, do miejsca, które zakładaliśmy, że będzie bezpieczniejsze .
Przed wyjazdem do Kunming wiedzieliśmy tylko o jednym potwierdzonym przypadku koronawirusa, ale zaledwie kilka dni po powrocie do domu liczba ta wzrosła do 19 potwierdzonych przypadków. W tej chwili potwierdzono, że 46 różnych osób miało koronawirusa w Kunming - szybki wzrost, ale stosunkowo niewielka liczba w porównaniu z 400 potwierdzonymi przypadkami koronawirusa w Chongqing od czasu naszego wyjazdu.
WeChat— chińska aplikacja do obsługi wiadomości i mediów społecznościowych, coś w rodzaju Facebooka - jest tutaj ogromnym źródłem niezweryfikowanych informacji. Kiedy moja mama i ja po raz pierwszy wróciliśmy do Kunming, usłyszeliśmy, że wszystkie supermarkety i restauracje będą zamknięte do odwołania, więc zapakowaliśmy się w artykuły spożywcze. Na szczęście ta plotka okazała się fałszywa (choć w sklepach brakuje termometrów, środków dezynfekujących i maseczek na twarz). Inna plotka głosiła, że wirus jest w powietrzu i wszyscy obywatele powinni zamknąć okna (moja mama chciała, ja odmówiłem). I tak, nawet ludzie tutaj kwestionowali, czy zupa z nietoperzy była przyczyną wybuchu epidemii.
Równie ważne, jak odróżnienie prawdy od plotek, było dla mnie nie panikować przy każdym pociągnięciu nosem lub kichać - ale także, aby nie unikać leczenia, jeśli jest to naprawdę konieczne.
W kilka dni po przyjeździe do Kunming zacząłem czuć się źle: katar (nie jest to objaw koronawirusa) i mięśnie bolesność i osłabienie (objaw koronawirusa). Moja mama i kuzyn namawiali mnie, abym udał się do świetlicy na zmierzenie temperatury, ponieważ w domu nie mieliśmy termometru.
Oczywiście nie chciałem tam iść - niekoniecznie ponieważ martwiłem się, że mam koronawirusa (mimo że osoba w budynku mojej babci ma potwierdzony przypadek), ale ponieważ nie chciałem niepotrzebnie poddawać się kwarantannie w szpitalu i ryzykować jeszcze większego narażenia na wirusa.
Mimo to, dla spokoju ducha (i poczucia moralnego obowiązku wobec otaczających mnie osób) i tak poszedłem do domu kultury, żeby się sprawdzić. Nie tylko byłam zdenerwowana, ale także widziałam, że dwie kobiety, które mierzyły mi temperaturę - jedyne oprócz mnie osoby w domu kultury - też. Naprawdę widziałem strach w ich oczach. Ku naszej ogromnej uldze temperatura była normalna.
Linie lotnicze na całym świecie zareagowały na epidemię koronawirusa, wstrzymując loty do iz Chin - a kiedy lot jest dostępny, jest niezwykle drogi i okrężny, co sprawia, że jest bardzo ciężko mi dotrzeć do domu.
W e-mailu wysłanym z ambasady USA w Pekinie pod koniec stycznia obywatele USA zostali poinformowani, że do Wuhan zostanie wysłany lot ewakuacyjny - ale tylko w celu „dobrowolnego wyjazdu personelu spoza służb ratowniczych i członków rodzin z USA pracownicy rządowi ”. Najwyraźniej ten lot miałby „ograniczoną dostępność dla prywatnych obywateli USA”. Ta wiadomość naprawdę mnie zdenerwowała; Byłem zdezorientowany, dlaczego USA nie zaproponowałyby ewakuacji wszystkich obywateli USA, którzy chcieliby opuścić Wuhan.
Ale na razie staram się zachować pozytywne nastawienie, gdy utknąłem w kwarantannie (i ogólnie w Chinach) : Jestem w stanie utrzymywać kontakt ze światem zewnętrznym za pośrednictwem mediów społecznościowych; Czytam i piszę, aby dać mózgowi trochę aktywności; i staram się jak najwięcej ćwiczyć, aby wzmocnić moją odporność (i przeciwdziałać ciągłemu podjadaniu, które wiąże się z przebywaniem w zamknięciu). Moja mama uczy się nowych przepisów, a wieczorami we dwoje bierzemy udział w filmach Diane Keaton. Ogólnie rzecz biorąc, niekoniecznie są to złe „obowiązkowe wakacje”, jak nazywa to przyjaciel.
I pomimo wszystkich przerażających wiadomości, które rozchodzą się zarówno w Chinach, jak i za granicą, myślę, że równie ważne jest opowiadanie historii o życzliwości że wybuch epidemii też się rozprzestrzenia - jak starszy sprzątacz ulic, który przekazał swoje oszczędności emerytalne na wsparcie sprawy. Albo mieszkańcy Wuhan, którzy zgłaszają się na ochotnika do prowadzenia pojazdów i dostarczania jedzenia lekarzom i strażnikom na służbie. Albo nawet moja mama, która mimo że taksówkarze łatwo ją irytują, teraz życzy im dobrego zdrowia.
Nie mogę sobie nawet wyobrazić trudności, przez które przechodzą ludzie w Wuhan - a zwłaszcza ci na całym świecie zarażonych koronawirusem. Mogę teraz mówić tylko o scenie w Chinach, ale chociaż wszyscy boimy się i zastanawiamy się, kiedy to się skończy, nadal istnieje poczucie koleżeństwa i nadziei - i choć brzmi to dziwnie, jestem dumny, że mogę być częścią tego. Jak na ironię tragedia łączy ludzi, koronawirusowi też się to udało.
Gugi Health: Improve your health, one day at a time!