Jestem rzadkim ocalałym z raka z koronawirusem i tak jest

thumbnail for this post


Jako 27-latek, który pokonał raka, z bogatym programem odnowy biologicznej, kolorowym życiem towarzyskim i błyskotliwą karierą jako dyrektor generalny i założyciel ukierunkowanej na cel, zdalnej firmy konsultingowej, naprawdę nigdy nie myślałem, że będę musiał się martwić z jeszcze innym typem diagnozy „duże C”. Jednak koronawirus miał dla mnie inne plany.

Trzy lata temu moje życie przybrało traumatyczny obrót, kiedy to, co uważano za 99,99% łagodnego guza za moim lewym kolanem, okazało się jednym na milion nowotworów tkanek miękkich zwanych mięsakiem maziowym . Przeszedłem dwie operacje oszczędzające kończyny, chemioterapię i 36 rund radioterapii (nie wspominając o tonie duchowego uzdrowienia), aby dotrzeć do miejsca, w którym jestem dzisiaj - zdrowego i szczęśliwego, ale rzeczywiście z obniżoną odpornością.

Chociaż moja walka z rakiem już za mną i mam dzisiaj „normalny” układ odpornościowy (mogę wyrecytować liczbę białych krwinek i hemoglobiny równie łatwo, jak moje zamówienie na kawę), nieuchronnie jestem na wysokim kategoria ryzyka. „Twoja ostatnia sesja naświetlania miała miejsce prawie dwa lata temu… nadal możesz zachorować szybciej (niż przeciętny człowiek)”, przypomniał mi lekarz w szpitalu społecznym Boulder w Kolorado, gdzie obecnie mieszkam.

W dziwny sposób moja podróż z rakiem przygotowała mnie psychicznie i emocjonalnie na burzliwe czasy, takie jak ten - pomagając zachować spokój i uziemienie wśród strachu i niepewności. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że koronawirus się nie uruchamia.

Chociaż nie można zrównać raka z koronawirusem, było to niesamowicie podobne doświadczenie. Maska szpitalna była moim codziennym dodatkiem przez wiele miesięcy podczas mojej dziewięcio-blokowej podróży do Centrum Onkologii Langone NYU, gdzie był leczony mój rak. Odstraszało mnie metro i transport publiczny ze względu na wysokie ryzyko infekcji. Odkażałem każdą paczkę, która przyszła do mojego domu. Zamawianie jedzenia na wynos było ekscytującym ryzykiem. Przez wiele tygodni byłam poddawana kwarantannie w moim mieszkaniu w Nowym Jorku. Byłem przerażony kaszlem lub kichnięciem nieznajomego, który mógł przenosić chorobę zakaźną.

Dziwnie oczyszczające było patrzenie, jak tylu ludzi przypomina mi to, czego doświadczyłem trzy lata temu. Tak, rzadko przeżywam raka i tak, wynik testu na obecność COVID-19 jest pozytywny. Ale po tygodniu większość moich symptomów ustąpiła i z każdym dniem czuję się lepiej.

Od razu poczułem, że coś jest nie tak, kiedy zacząłem odczuwać wyjątkowy ucisk na środku mojej klatki piersiowej. Czułem się prawie tak, jakby ktoś lassował linę, utrudniając mi rozszerzanie się i pełne oddychanie. To wyraźne zaciskanie powoli przekształciło się w uczucie przypominające zgagę, które promieniowało przez moje płuca i klatkę piersiową.

Od początku do szóstego dnia objawy nasilały się. Obejmowały ucisk w klatce piersiowej i uczucie zgagi, a także duszność, pulsujący ból głowy, bolesne owrzodzenia, lekkie bóle ciała, letarg, drapanie w gardle, słaby suchy kaszel (tylko przez jeden dzień) i zatkane zatoki. Ból głowy, owrzodzenia i ucisk w klatce piersiowej były najbardziej rozpowszechnionymi objawami w tym okresie.

Pomimo mojego przede wszystkim holistycznego podejścia do leczenia, zawaliłem się przed Tylenolem w dniach od piątego do ósmego, aby uspokoić pulsujące czoło i walczyć ból ust, który zaczął napinać mój lewy policzek i szyję. Szóstego dnia mój smak i zapach zaczęły zanikać, co trwa do dziś, 16 dnia.

Ogólnie moje objawy były statyczne od szóstego do dziewiątego dnia, zanim zaczęły zanikać. Od tego momentu wszystkie moje objawy zaczęły powoli ustępować. Zmęczenie, ucisk w klatce piersiowej, duszność i uczucie pieczenia serca były ostatnimi objawami, które uległy znacznemu złagodzeniu w okresie około dwóch tygodni.

Dzień 11 wyróżnia się jako anomalia w mojej podróży. Gdy tylko moje ciało zaczęło się normalizować, obudziłem się zaskoczony i swędzący z pokrzywką od stóp do głów, która utrzymywała się do 16 dnia, ale na szczęście się uspokoiła. Nadal nie jest jasne, czy jest to objaw wirusa. Intuicyjnie uważam, że jest to kulminacja wirusa, nieco wątpliwe przekąski, które zjadłam, które wykopałam ze spiżarni moich rodziców oraz kolejka górska stresu i emocji.

Szczerze mówiąc, moje objawy są nieliniowe - niektóre ustępują, a inne pojawiają się przypadkowo. Staram się nie porównywać się z innymi ani nie wykorzystywać objawów innych ludzi jako punktów odniesienia. Ogólnie biorę to dzień po dniu. Każde ciało jest inne i wiele pozostaje nieznanych. Bądź na bieżąco na Instagramie i IGTV @ boundlessbykara, aby codziennie prowadzić dziennik wideo.

Drugiego wieczoru doświadczyłem wielu objawów COVID-19, wszedłem online na stronę internetową Boulder Community Hospital i zadzwoniłem pod numer COVID-19 infolinia. Czekałem cierpliwie około 30 minut, zanim porozmawiałem z pielęgniarką w celu oceny i weryfikacji. Zapytano mnie o moją historię podróży, historię zdrowia i obecne objawy.

Mój przypadek był przedmiotem wewnętrznej debaty, ale ostatecznie zostałem zatwierdzony, biorąc pod uwagę moje poprzednie spotkanie z rakiem. Wysłano mnie do pobliskiej placówki pilnej opieki na testy. Zostałem skierowany do Boulder Community Emergency Care Centre w Erie, około godziny jazdy samochodem od Boulder, gdzie mieszkają moi rodzice i ja.

Następnego ranka wyruszyłem na medytacyjną, malowniczą przejażdżkę ze stresem. Otrzymałem protokół pozostania w samochodzie, wysłania e-maila z dowodem osobistym i kartą ubezpieczenia zdrowotnego oraz zadzwonienia do recepcji po przyjeździe. Przyszedłem przygotowany z laptopem, playlistą z beatami lo-fi, dużą ilością przekąsek i wody oraz kilkoma maskami w płachcie - to nie było moje pierwsze rodeo w takiej sytuacji. Około półtorej godziny później zadzwonił mój telefon i polecili mi wejść do budynku bocznymi drzwiami.

Ludzie patrzyli na mnie przez szyby samochodów, gdy powoli szedłem na bok budynku z szalikiem owiniętym wokół mojej twarzy, aby zakryć usta. Natychmiast przekazano mi maskę na twarz (nie taką, jaką miałem w samochodzie), zanim wszedłem do budynku. Pielęgniarka była całkowicie ubrana w strój ochronny - niebieski fartuch, dwie maski na twarz, okulary ochronne i rękawiczki. Czułem się, jakbym wchodził na plan filmu science fiction, kiedy szybko zawoziła mnie do mojego pokoju.

Ponieważ liczba testów była ograniczona, przeanalizowaliśmy moje objawy i ponownie zadała mi pytania weryfikacyjne , które zdałem z latającymi kolorami z tendencją do COVID-19 przed przystąpieniem do testu na grypę. Po tym, jak wyniki testu na grypę okazały się negatywne, te same dwa patyczki, które boleśnie wymazały moje prawe nozdrze, zostały wysłane do stanowego wydziału zdrowia w celu dalszych badań. Powiedzieli mi, że otrzymanie wyników zajmie pięć dni.

Wróciłem do domu w introspekcyjnej ciszy, kaszel pacjentów w sąsiednich pokojach odbijał się echem w mojej głowie. Poczułem niepokój, gdy pojawiła się perspektywa zdiagnozowania COVID-19 jako osoby, która przeżyła raka. Oczy zaszły mi łzami, gdy przypomniałem sobie wszystko, przez co przeszedłem w ciągu ostatnich kilku lat. Czuję się zaszczycona i wdzięczna, że ​​wciąż żyję - perspektywa, którą tak łatwo może stracić w lusterku wstecznym każdy, nawet milion osób, które przeżyły raka.

Zdiagnozowano u mnie COVID-19 w czwartek 19 marca po południu, dwa dni po wykonaniu testu. Rozmowa z lekarzem była krótka, ale pouczająca. Po prostu kazał mi poddać się kwarantannie, zachować ostrożność w stosunku do moich 60-letnich rodziców, odpocząć, nawodnić się i w razie potrzeby wziąć Tylenol.

Wkrótce potem oddział zdrowia zadzwonił do mnie, aby omówić, z kim byłem w bliskim kontakcie na początku dnia, zanim zacząłem odczuwać objawy. Następnie pracownicy służby zdrowia wezwali tych przyjaciół i członków rodziny, aby mogli podjąć odpowiednie środki ostrożności. Później tego wieczoru otrzymałem e-mail z wydziału zdrowia, w którym powtórzono minimalną tygodniową kwarantannę i dodatkowy protokół trzydniowy od dnia braku widocznych objawów. To była ostatnia wiadomość od nich.

Na szczęście i niestety mam dom moich rodziców w spokojnych górach Boulder Colorado, w którym mogę dojść do siebie. Jednak ze względu na ich wiek zarówno moja mama, jak i tata należą do grupy wiekowej „wysokiego ryzyka” —Przerażające i wywołujące poczucie winy okoliczności dla mnie. Niestety, byliśmy spokojni i ostrożni. Ponownie, nie był to nasz pierwszy kontakt z przytłaczającą chorobą.

Moi rodzice poddali się kwarantannie przez 14 dni od wystąpienia ekspozycji, a ja dbałem o to, aby zapewnić im bezpieczeństwo w pomieszczeniach. Samodzielnie izolowałem się w dwóch pokojach w domu, nosiłem maskę podczas przechodzenia przez inne, oddzielałem jedzenie i często je dezynfekowałem. Cieszę się, że mogę powiedzieć, że zarówno moja mama, jak i tata nie mają dziś objawów.

Jako przedsiębiorca jestem wdzięczny za prowadzenie własnego harmonogramu i pracę z dowolnego miejsca. Niestety, często podróżuję, biorąc pod uwagę bicoastyczny charakter mojej pracy doradczej. Byłem w Nowym Jorku i Denver dwa tygodnie przed postawieniem diagnozy. Szedłem normalnym życiem - chociaż „normalne” w okresie pojawienia się koronawirusa oznaczało żonglowanie przez cały czas dwoma różnymi, całkowicie naturalnymi środkami do dezynfekcji rąk i biodegradowalnymi chusteczkami, aby wyczyścić stoły, technologię i okazjonalnie słup metra.

Szczerze mówiąc, im częściej przeglądam swój harmonogram, tym bardziej mój umysł się kręci. Między przejazdami metrem, Ubersem, spotkaniami, posiłkami, uściskami i podróżami, możliwe punkty skażenia są nieskończone. Teraz mam również świadomość, że kontaktowałem się z wieloma osobami, które miały objawy przed moim wystąpieniem. Ale żadnemu nie udało się przetestować.

Najbardziej fascynującą częścią mojego doświadczenia z COVID-19 jest to, że pomimo mojej etykiety wysokiego ryzyka walczyłem z wirusem znacznie lepiej niż większość - doświadczając tylko łagodnych objawów, których nie mogłem być bardziej wdzięcznym za.

Nie chcę bagatelizować śmiertelnego wpływu tego wirusa i naprawdę współczuję ludziom, którzy nadal są dotknięci tą chorobą fizycznie, psychicznie, emocjonalnie, ekonomicznie i nie tylko. Jednak chcę być źródłem nadziei. W nieprzewidziany sposób zapewnia namacalną więź między każdym z nas.

Nie jesteś sam, jeśli czujesz się chory, niespokojny lub przestraszony. Pośród całej niepewności ta pandemia stwarza również rzadką okazję do refleksji i przyjęcia wielu innych „wielkich k” - społeczności, klimatu, połączenia i zmiany, a wszystko to w nowym świetle. A kiedy jesteśmy pogrążeni w strachu i ciemności, może to być coś małego do świętowania.




Gugi Health: Improve your health, one day at a time!


A thumbnail image

Jestem edytorem odchudzania 225 funtów. Pogódź się z tym.

Autor: Shaun Chavis Mam problem z wagą odkąd skończyłem 6 lat. Ważyłem aż 256 …

A thumbnail image

Jestem zaniepokojony, on jest przygnębiony - oto jak to działa

Kiedy przeszedłem na pełny etat w czerwcu 2016 r., poczułem, że odzyskuję życie. …

A thumbnail image

Jestem zdezorientowany: czy multiwitaminy naprawdę zmniejszają ryzyko raka?

Według nowego badania prawie 15 000 mężczyzn w wieku powyżej 50 lat, …