Urodziłam martwy w 36 tygodniu ciąży

Byłam w prawie 36 tygodniu ciąży w lipcu 2009 roku, kiedy się obudziłam i nie czułam żadnego ruchu. Zadzwoniłam do mojego lekarza.
„Zjedz przekąskę, wypij sok pomarańczowy lub coś zimnego, żeby sprawdzić, czy czujesz ruch” - powiedziała.
Kiedy oddzwoniłam i powiedziałam, że tak nie jest Nie pracuję, kazała mi iść prosto do szpitala. Natychmiast umieścili mnie w pokoju i nie mogli znaleźć bicia serca za pomocą ręcznego monitora Dopplera.
Pielęgniarka powiedziała: „Będziemy mieć jednego z lekarzy, aby wykonał badanie”.
W chwili, gdy mój mąż i ja dowiedzieliśmy się, że mamy dziewczynę, nazwaliśmy ją Leah. Podczas badania lekarz powiedział mi, że Leah nie miała już bicia serca. Byłem w całkowitym szoku i zaprzeczaniu i po prostu nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje. Widziałem jej profil na ekranie bez ruchu i bicia serca. Byłam kompletnie niedowierzająca.
Następną rzeczą, jaką się zorientowałam, był mój mąż. Powiedział, że dzwonił do niego ktoś ze szpitala. Powiedzieli, że będę musiał zostać nakłoniony, i zapytali nas, czy chcemy wrócić do domu i się zebrać. Zdecydowaliśmy się nie wracać do domu i natychmiast zostałam sprowokowana.
To była moja pierwsza ciąża i miałam wszystkie zajęcia, ale całe planowanie wyszło przez okno, kiedy poczułam mój pierwszy duży skurcz. Zdecydowałem się na znieczulenie zewnątrzoponowe. Musiałem zostać w jakiś sposób sparaliżowany.
Personel szpitala był niesamowity. Pielęgniarka z zespołu zajmującego się żałobą weszła do mojego pokoju, mówiąc mi rzeczy, o których nie sądziłam, żebym kiedykolwiek musiał myśleć, odpowiadając na pytania: Jak ona będzie wyglądać? Co robią ludzie po porodzie martwego dziecka?
Urodziłem Leah około 24 godziny po tym, jak zostałem wywołany. Musimy ją zobaczyć i przytulić. Wyglądała zupełnie jak mój mąż. Miała ciemne, kręcone włosy. Wyglądała dokładnie jak śpiące dziecko.
Musieliśmy spędzić kilka dni w szpitalu z Leah. Rozumiem teraz, że musieli ją często zabierać, ponieważ musieli ją chłodzić. Szpital zapewnił nam gliniane odciski stóp i dłoni, które mogliśmy zachować. Profesjonalny fotograf zrobił mnóstwo zdjęć. Na początku bałam się i sceptycznie. Dlaczego mielibyśmy to robić? Teraz, ponad osiem lat później, rozumiem. To wszystko, co masz. Mam książeczkę dla dzieci i całą skrzynię z rzeczami, wszystko, co ją dotknęło: suknię chrzcielną, którą miała na sobie, koce. Mam kawałek jej włosów.
Po kilku dniach w szpitalu nadszedł czas na podjęcie decyzji, o których nigdy nie sądziliśmy, że będziemy musieli podjąć. Skończyło się na kremacji Leah. Skontaktowaliśmy się z lokalnym domem pogrzebowym przy naszym domu. Wybraliśmy urnę w kształcie serca. Zaplanowaliśmy pamiątkę i wydrukowaliśmy zaproszenia, korzystając ze wszystkich zdjęć, które otrzymaliśmy z naszych USG i dni spędzonych w szpitalu. Nie zakopaliśmy urny; jest na półce ze zdjęciem Leah. Zawsze rozmawialiśmy o tym, że nie będziemy mieszkać w St. Louis na zawsze i nie chcieliśmy zostawiać jej tutaj, jeśli się przeprowadzimy.
Opuszczenie szpitala było bardzo trudne. Pamiętam, jak celowo zdjąłem okulary - w ten sposób wszystko było zamazane. Wydawało się, że wszyscy się na mnie gapią. Nie byli, ale pozostawienie z pustymi rękami było trudne. Cierpiałam na depresję poporodową. Miałem mleko z piersi. Nie chciałem wstawać z łóżka. Pomalowaliśmy pokój Leah na jasnofioletowy kolor i udekorowaliśmy białymi meblami. Był pełen przedmiotów z trzech różnych pryszniców dla dzieci. Te drzwi pozostawały zamknięte przez długi czas.
Minęło kilka tygodni, zanim wstałem z łóżka. Niepokoiłem się wyjść z domu. Martwiłem się, że napotkam ludzi, którzy widzieli mnie ostatnio, kiedy przygotowywałem się do popu. Kiedy zaczęliśmy wychodzić z domu, chodziliśmy w różne dzielnice. Wiele razy publicznie po prostu zacząłem płakać. Porzuciłem pracę w rodzinie zastępczej; Nie sądziłem, że będę w tym już dobry. Zostałem doradcą szkolnym i zacząłem pracować jako wolontariusz w programie Share Pregnancy & amp; Infant Loss Support, prowadzenie grup wsparcia w szpitalu, w którym miałam Leah. Teraz pracuję dla Share.
Gugi Health: Improve your health, one day at a time!