Jak wycieczka wspinaczkowa nauczyła mnie zaufania

A więc byłem - mniej więcej trzy czwarte drogi w górę formacji skalnej o wysokości 100 stóp w Kalifornijskim Parku Narodowym Joshua Tree. Byłem zmęczony. Co więcej, byłam wkurzona, że ta jedna sekcja, którą nazwałam „pęknięciem”, sprawiała mi tyle kłopotów. Poniżej kibicowała mi moja ekipa silnych kobiet. Nade mną Savannah Cummins, fotograf przygodowy i ekspert we wspinaczce, balansował na linie jak ninja. Dawała mi wskazówki, rejestrując każdy mój ruch, ale ze zmęczeniem i frustracją brzmiało to bardziej jak nauczyciel Charliego Browna - „co-co-co-tam”.
Ta szczególna rockowa twarz nie przypominała wewnętrzne ściany wspinaczkowe, na których ćwiczyłem w Nowym Jorku; to było nieskończenie trudniejsze. Widzisz, na siłowni były określone trasy oznaczone kolorami, które reprezentują stopnie trudności, a także wyraźne nuby, których używasz do chwytania lub nadeptywania. Ale na zewnątrz nie byłem w stanie wytyczyć wyraźnej ścieżki. Tak więc każdy ruch kredowej dłoni lub położenie palca czułem jak próba dopasowania kawałka do trudnej układanki - a moje przypuszczenia często były błędne.
Wiedząc, że muszę wykonać ruch, chwyciłem kawałek skały i oderwał się jak skorupa pistacji. Trochę upadłem, zanim poczułem, jak moja lina się napina. Wtedy przypomniała mi się moja śmiertelność. Zamknąłem oczy i oparłem czoło o skałę. „Możesz to zrobić” - powiedziałem do siebie. Co ważniejsze, powiedziałem sobie, żebym zaufał mojemu asekuratorowi (osobie na ziemi odpowiedzialnej za zabezpieczenie mnie).
Zasadniczo sztuka wspinaczki skałkowej polega na dwóch rzeczach: pokonywaniu przeszkód fizycznych i zaufaniu ludziom. Dla mnie pierwsza część to nic wielkiego. Nie mówię, że używanie każdego mięśnia mojego ciała do chwytania maleńkich szczelin i przesuwania ramy po powierzchniach skalnych jest łatwe, ale przebiegłem kilka maratonów, a nawet przeszedłem przez Alpy. Tłumaczenie: Czuję się dobrze z fizycznym dyskomfortem i nauczyłem się wytrwać. Ale ufanie innym jest dla mnie trudne. Więc fakt, że lina, do której jestem przywiązany, jest dosłownie przywiązana do talii innej osoby i to jedyna rzecz, która powstrzymuje mnie przed uderzeniem w tę górę lub, co gorsza, spadnięciem z wysokości 100 stóp? Tak, to mój najgorszy koszmar.
Wiedząc o tym, możesz się zastanawiać, co mnie opętało, aby spróbować sportu polegającego na oddaniu mojego życia w ręce innej osoby. Cóż, „wspinaczka sportowa” debiutuje na igrzyskach olimpijskich w 2020 roku. W większości jest zdominowana przez mężczyzn, a North Face chce to zmienić, więc zaprosiła grupę redaktorek na wycieczkę, aby zbadać tę aktywność. Szczerze mówiąc, to był dobry pomysł, kiedy siedziałem przy moim wygodnym biurku w Nowym Jorku. Uwielbiam wyzwania sportowe i podoba mi się cała perspektywa wzmocnienia pozycji kobiet. Nawet nie myślałem o aspekcie zaufania.
Więc na tej skale - rozdartej między poddaniem się a walką jak diabli na koniec - dałem sobie chwilę na przegrupowanie się. Pozwoliłam sobie uronić kilka łez, bo to był ciężki AF, ale także dlatego, że opłakiwałam stratę wuja Russa, który zmarł dzień przed wyruszeniem w moją przygodę. Spojrzałem na swojego asekuratora i pomyślałem: „Zróbmy to”. W tym momencie stało się jasne, że tak, muszę czerpać z własnej siły, ale mogę też wykorzystać siłę otaczających mnie osób - w tym przypadku osoba trzymająca linę i moi redaktorzy kibicujący mi z dołu .
Z odnowioną determinacją i większym poczuciem wsparcia, pokonywałem coraz dalej i dalej, aż dotarłem na szczyt. Byłem z siebie dumny, że zdobyłem górę, ale nawet dumny, że pozwoliłem sobie na zrzeczenie się kontroli i zaufanie innym ludziom. Te chwile na skale nauczyły mnie, że chociaż jestem w stanie samodzielnie stawić czoła przeszkodom, nie oznacza to, że muszę.
Gugi Health: Improve your health, one day at a time!