Jak atak paniki w samolocie zmusił mnie w końcu do zmierzenia się z lękiem

Pamiętam moment, w którym straciłem kontrolę. Właśnie skończyłam biegać z mężem przez ruchliwe lotnisko, żeby złapać lot międzynarodowy. Dotarliśmy do bramki i czekaliśmy na wezwanie naszej grupy abordażowej, gdy nagle poczułem chłód w dolnej połowie ciała, który zaczął się w moich łydkach, sięgał aż do ud i ostatecznie osiadł w moim żołądek. Wiedziałem, że coś jest nie tak, ale nie wiedziałem co. Nie było jednak czasu, żeby się nad tym zastanowić i po kilku minutach wsiedliśmy do samolotu.
Nasze siedzenia nie były obok siebie, a zamiast tego siedziałem obok młodszego mężczyzny w słuchawkach. Po tym, jak stewardessa zamknęła górne kosze i sprawdziła, czy wszyscy mają zapięte pasy, zaczęła przeprowadzać odprawę bezpieczeństwa przed lotem. I wtedy to się stało: zacząłem płakać. Przygryzanie warg, pocenie się na czole, brzydki płacz. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że to pierwszy raz, kiedy mój mąż i ja lecimy razem samolotem od czasu urodzenia dzieci. Nie mogłem przestać myśleć o katastrofie samolotu, a gdyby się rozbił, co by się stało z moim synem i córką. Kto zająłby się naszymi zaległymi rachunkami i finansami? Kto miałby wykonać naszą wolę? Próbowałem się uspokoić, ale nie mogłem. Nie chciałem straszyć mężczyzny obok mnie, więc siedziałem cicho, udając, że moje łzy są spowodowane przez nawiewniki powietrza.
Kilka dni później poszedłem do lekarza. Opowiedziałem jej, co się stało i przyznałem, że wcześniej zdarzały się podobne sytuacje, a wszystkie poprzedzone były tym samym uczuciem zimna w dolnej części ciała. Zmuszony do refleksji zdałem sobie sprawę, że te sytuacje miały miejsce już w moim dzieciństwie. Zawsze przypisywałem im fakt, że byłem człowiekiem zmartwionym, który był nadmiernie zaniepokojony przyszłością - pomyślałem, że jestem typem osoby, która dobrze się rozwija, gdy jest przestraszona, na krawędzi lub przytłoczona. Tym właśnie byłem.
Ale prawdę mówiąc, nie rozwijałem się w tych chwilach czystego terroru. I dzięki tej szczerej rozmowie z lekarzem w końcu postawiono mi diagnozę: lęk.
Postawienie tej diagnozy było tylko pierwszym krokiem. Aby przezwyciężyć niepokój, musiałem nauczyć się być bardziej świadomym moich wyzwalaczy. Największy? Bycie żoną i matką. Często miałem koszmary po obejrzeniu przerażających wiadomości i musiałem nauczyć się wmawiać sobie: „To prawdopodobnie się nie wydarzy”. Nie zawsze sprawia, że natrętne myśli znikają, ale zdecydowanie pomaga mi nabrać perspektywy.
Teraz biorę leki na mój niepokój, co zrobiło dużą różnicę, podobnie jak w końcu otwarcie się na przyjaciół i rodzina o tym, przez co przechodzę. Teraz bliscy mi mogą wyczuć, kiedy czuję się nieodpowiedni lub zaraz dostanę ataku lęku. Aby pomóc mi przez to przejść, powiedzą na przykład: „Chrissy, weź głęboki oddech” lub „Jesteś teraz w głowie i tworzysz fałszywe scenariusze, które nigdy się nie wydarzy”. Przypominają mi również, żebym się cofnął i poświęcił trochę czasu dla siebie, kiedy tego potrzebuję. Niezależnie od tego, czy oznacza to pójście na siłownię, wcześniejsze pójście do łóżka, czy po prostu zjedzenie pożywnego posiłku, te małe taktyki samoopieki pomagają mi odzyskać zdrowie psychiczne i siły.
Gugi Health: Improve your health, one day at a time!