Opóźnione badanie przesiewowe, diagnoza raka piersi i członkostwo w nowym klubie

U Maury Fritz zdiagnozowano DCIS, raka przewodowego in situ i wybrała radioterapię. (PRISCILLA DE CASTRO) Nienawidzę mammografii prawdopodobnie tak samo, jak ty nienawidzę mammografii. Ale nigdy więcej nie pominę, ponieważ mammografia mogła uratować mi życie. A mammografia może uratować twoją.
Czas na mammografię
Oto historia: Około 15 lat temu usunięto mi łagodne guzki z obu piersi i miałem pilnie postępować zgodnie z moją lekarz. Na pewno przez jakiś czas. Ale czyste skanowanie nastąpiło po czystym skanowaniu i stałem się nieostrożny.
Jednak w kwietniu 2007 roku miałem być bez pracy. Byłem redaktorem w Time Inc. (także firmie macierzystej tej witryny internetowej), która raz w roku oferowała pracownikom tanie mammografie, ale magazyn, w którym pracowałem - Życie - zamknął się na dół. Zostały nam dni od wyłączenia światła. A więc tuż przed godziną 14. W poniedziałek zastanawiałam się, jak najlepiej wykorzystać swój czas: dokończyć pakowanie lub umówić się na mammografię. Ostatecznie chodziło o pieniądze. Ledwo zacząłem szukać innej pracy, a skanowanie było w zasadzie bezpłatne. Poszedłem na badanie.
Dwa dni później ktoś z ośrodka diagnostycznego zadzwonił: Mammografia wykryła nieprawidłowość w mojej lewej piersi. Potrzebowałem obserwacji. „OK” - powiedziałem. Dzień później dostałem list, w którym powtórzono wiadomość: muszę mieć kolejną mammografię. Ale nie przejmowałem się; Przeszedłem już wcześniej przez to ćwiczenie przeciwpożarowe. Ktoś z serwisu zaczął co tydzień dzwonić z pytaniem, czy zaplanowałem test. Zacząłem uchylać się od telefonów.
Kontynuacja
Na spotkanie dotarłem dopiero w lipcu. Od kwietnia, w krótkich odstępach czasu, straciłem pracę, wuja z powodu wylewu, kuzyna na raka i kogoś, kogo bardzo kocham na odwyku - tajnego użytkownika cracku. Wzdychałem.
Więcej o raku piersi
Upał był duszny, kiedy szedłem 15 przecznic od mojego mieszkania do gabinetu radiologii, do którego chodziłem sporadycznie przez lata. Jak zwykle poczekalnia była pełna i minęła prawie godzina, zanim technik wprowadził mnie do gabinetu. Była duża, Niemka i, jak mi powiedziała kilka minut po wykonaniu mammografii, uspokajała, że radiolog chce porozmawiać o tym, co widziała: o mikrozwapnieniach.
Siedziałem w zaciemnionym pokoju, patrząc na mój X -płynie na jasną ścianę, jak wskazał radiolog na drobne złogi wapnia, które mogą oznaczać coś lub nic. Plamy wyglądały na tyle podejrzanie, że chciała umówić się na biopsję. Mógłbym wybrać pełne wycięcie chirurgiczne lub coś, co nazywa się mamotomem, zabieg małoinwazyjny.
Patrzyłem na nią przez około pięć sekund, zanim wybuchłem płaczem. Nie mogłam przestać płakać - nie wtedy, gdy przedstawiała moje opcje, nie wtedy, gdy odprowadzała mnie do sali, w której odbywały się zajęcia, ani kiedy dwie kobiety, które żonglują mnóstwem spotkań w gabinecie, patrzyły na mnie z niepokojem. Zaproponowali Kleenex i poklepali po ramieniu. Nie potrafiłem wytłumaczyć, że nie płaczę za siebie: płakałem za wszystkich i za wszystko, co straciłem w ciągu ostatnich kilku tygodni.
Następna strona: Wiadomości Wiadomości, część 1
Dwanaście dni później wróciłem do Mammotome. W tej stosunkowo nowej procedurze sonda jest wprowadzana do piersi przez małe nacięcie i kierowana do podejrzanego obszaru. Próbki tkanek są odkurzane i wysyłane do analizy. To tak zabawne, jak się wydaje, czyli niewiele.
Leżałem twarzą w dół na podwyższonym stole z piersią umieszczoną w otworze i unieruchomioną przez łopatki przypominające mammografię. Radiolog powiedział mi, że w ciągu kilku minut dostosuję się do ciśnienia i na pewno tak się stało. Ale wysiłek polegający na trzymaniu się nieruchomo przez 20 minut lub dłużej, gdy sonda przesuwała się dokładnie przez moją tkankę, sprawił, że byłem zmęczony. Mimo to poszedłem do pracy jako wolny strzelec i tam właśnie byłem następnego ranka, kiedy mój radiolog zadzwonił, aby powiedzieć, że znalazła LCIS w próbce.
Rak zrazikowy in situ lub LCIS, wyjaśniła, jest wskaźnikiem, że jestem w grupie wysokiego ryzyka zachorowania na inwazyjnego raka piersi. Chociaż kiedyś choroba była zwykle leczona agresywnie mastektomią, obecna mądrość głosi, że w przypadku większości pacjentów lepszym rozwiązaniem jest monitorowanie choroby za pomocą mammografii i zmniejszenie ryzyka zachorowania na raka za pomocą hormonoterapii.
„Prawdopodobnie będziesz potrzebować tamoksyfenu, powiedziała. „Ale w międzyczasie zdecydowanie potrzebujesz biopsji chirurgicznej. Musimy się upewnić, że nie ma w tym nic więcej ”. Umówiła się już dla mnie na wizytę u chirurga, który 15 lat temu usunął guzki z moich piersi.
Poczekaj. Czekać. LCIS? Kolejna biopsja? Gdy mój mózg powoli przetwarzał te informacje, zadzwonił mój telefon komórkowy. Na moim telefonie w biurze radiolog wyjaśniał, że konieczne jest pobranie szerszej próbki, aby mieć pewność, że żadne komórki rakowe nie zaczęły się rozwijać. W mojej komórce gabinet chirurga prosił o numer faksu, aby natychmiast wysłać potrzebne dokumenty. Myślałem, że wybuchnie mi w głowie.
Kiedy biegałem w poszukiwaniu faksu, oszalałem. Nie, nie szalony, zły. Byłem wkurzony. Czy to był jakiś kosmiczny żart? Ile miałem znieść? Moje serce wciąż bolało od wstrząsu, którego ostatnio doznało, a teraz ten atak na moją pierś?
Miał już słabą bliznę po zabiegu z 1993 roku, a także nową ranę po mamotomie, tak małą jak to. było. Nie chciałem tego znowu zepsuć. Kocham swoje piersi. Szczerze mówiąc, to jedne z moich najlepszych aktywów. Myśl o rozcięciu jednego z nich przyprawiała mnie o mdłości, zwłaszcza, że byłem przekonany, że to nic nie da. To było nic w 1993 roku; teraz to nic by nie było.
Następna strona: Chip Chip w mojej piersi
Zanim rzeczywiście przyszedłem zobaczyć się z Deborah Axelrod, MD, musiałem przejść przez zorganizowany, ale niespieszny proces przyjmowania na NYU Clinical Cancer Center w Nowym Jorku, a potem czekam w zatłoczonej poczekalni. Rak prowadzi przygnębiająco energiczny interes.
W ciągu półtorej dekady, odkąd ją ostatnio widziałem, mój chirurg zyskał już dobrą reputację. Czułem się szczęśliwy, że mam ją w mojej sprawie - przynajmniej dopóki nie zgodziła się z zaleceniami radiologów. „Wiem, że to nie jest to, co chcesz usłyszeć” - powiedziała mi - „ale zamierzałem zrobić chirurgiczne wycięcie. Musimy zobaczyć, co tam jest ”. Miała rację: nie to chciałem usłyszeć. Niemniej jednak mój zabieg był zaplanowany na 9 sierpnia.
Zaletą posiadania Mammotomu było to, że pozostawiono mały chip jako dokładny marker mikrozwapnień. Wczesnym rankiem 9 września byłem z powrotem w gabinecie radiologicznym, gdzie odbywał się pierwszy etap tego, co technicznie nazywa się „chirurgicznym wycięciem z lokalizacją drutu”. Tłumaczenie: Do piersi wprowadzano drut, który prowadziłby chirurga do chipa.
Mały obszar wprowadzenia został oczyszczony i znieczulony. Wykonano kilka mammografii, aby sprawdzić pozycję. Wydaje mi się, że wyczyściłem z pamięci dokładnie, w jaki sposób drut dostał się do mojej piersi, chociaż pamiętam surrealistyczne doświadczenie spaceru kilka przecznic później do szpitala, z gołymi piersiami pod cienkim swetrem, z cienkim drutem o długości włosa. wystające z mojej skóry.
Kiedy usiadłem pod ciepłym kocem na stole operacyjnym w Centrum Medycznym NYU, czułem się niezwykle swobodnie - tym bardziej po tym, jak anestezjolog wypuścił mi Demerol do żył. Jego twarz była ostatnią, jaką widziałem, zanim popadłem w zapomnienie, i pierwszą, którą zobaczyłem, kiedy wyszedłem z niej godzinę później, wracając do zdrowia. Dr Axelrod pojawił się przy moim łóżku z odrobiną dobrych wiadomości: miała wszelkie powody, by sądzić, że mam do czynienia tylko z LCIS. Za tydzień zobaczy mnie z powrotem w swoim gabinecie.
Wiadomości, część 2
Poszedłem do NYU Clinical Cancer Center o 10:40 rano 15 sierpnia. Kiedy wyszedłem , Miałem raka.
Kiedy pielęgniarka wręczyła doktorowi Axelrodowi raport o mojej patologii, zobaczyła go po raz pierwszy; był świeżo z laboratorium. - OK - powiedziała cicho. „To nie jest to, co myślałem, że będzie”. Wręczyła mi raport. Szybko go zeskanowałem; ze strony wyskakiwały litery DCIS - rak przewodowy in situ.
Oto, co przemknęło przez mój mózg: Nie ma męża, dzieci, pracy i mam raka? „To nie jest dobry moment na to” - powiedziałem do swojego chirurga. A potem szlochałam.
„Patrzysz na to jak na do połowy pustą szklankę” - powiedziała nieżyczliwie. „Musisz patrzeć na to jak na szklankę do połowy pełną”. Powiedziała mi, że DCIS jest rakiem w najwcześniejszym stadium - często nazywanym stadium 0, ponieważ jest nieinwazyjny. - Masz szczęście, że teraz to złapałeś. Gdybyś złapał to za rok, dwa lub pięć lat od teraz, odbylibyśmy inną rozmowę ”. Minęło kilka dni, zanim zrozumiem, o co jej chodzi.
Wracając na ulicę, czułem się bezcelowy. Jaki był tutaj protokół? Czy idę do domu, uderzam w bar, idę do pracy? Powoli wędrowałem po mieście, zanim zdecydowałem się na ostatnią opcję. W głowie miałem myśli starego przyjaciela, który kilka lat wcześniej walczył ze szpiczakiem. Pomyślałem wtedy, że był niesamowicie odważny, że sam podniósł słuchawkę, aby dać znać tym w jego życiu, z czym się boryka. Nie byłam pewna, czy mam w sobie taką siłę. Wkrótce się przekonam, że po prostu rób to, co musisz.
Przez pierwsze kilka dni przekazywałem wiadomości selektywnie; mówienie mojej rodzinie było najtrudniejsze. Ale mówienie o DCIS miało pozytywny wpływ - stało się bardziej realne. A bardziej realne wydawało się łatwiejsze do opanowania. Oczywiście zdałem sobie również sprawę, jak wielką siatkę bezpieczeństwa miałem pod sobą: po pierwsze, mój rak nie zagrażał życiu. Wszystko, co zamierzałem zrobić, uchroni go przed zagrożeniem życia. A potem było to: gdy słowo wyciekło, otrzymałem telefony, e-maile. Były szef - twarda skorupa, miękki środek do żucia - zawołał, by powiedzieć „ Czy zamierzamy to pokonać”. Byli. Inny były szef starał się zaaranżować przedłużenie mojego ubezpieczenia zdrowotnego; Został mi tydzień od wyczerpania się odprawy. A potem moje bardzo tymczasowe zlecenie na zlecenie zostało przedłużone o sześć miesięcy. Bez męża, bez dzieci? Miałem społeczność. W rzeczywistości byłem przytłoczony liczbą ludzi, którzy wyciągnęli do mnie rękę, osobiście lub zawodowo.
Następna strona: Promieniowanie mnie w górę
W połowie września, po następnych- Mammografia, konsultacje z onkologami, rezonans magnetyczny i USG, dostałem „zmapowanie” - moja pierś została wytatuowana czterema malutkimi niebieskimi kropkami, które wyznaczały ścieżkę, którą pokonywała wiązka promieniowania. W miarę upływu czasu tatuaże były całkowitym rozczarowaniem; Wyobraziłem sobie coś bardziej odważnego.
Pięć razy w tygodniu, przez prawie siedem tygodni, chodziłem do biura Johna Rescigno, MD, opiekuńczego mężczyzny z równie troskliwym personelem, aby sprawdzić moje promieniowanie leczenie. Rutyna rzadko się zmieniała: zamelduj się z Marie, która za każdym razem pytała o moje urodziny, aby upewnić się, że to właściwa Maura Fritz (jakie są szanse?); pozdrów Jasmine, która zajmuje się wszystkimi ubezpieczeniami; zmień, a następnie zaczekaj, aż któryś z techników - David, Jose lub Toni - wpisze mnie do środka; wskocz na stół, ustaw się precyzyjnie i leżeć nieruchomo, podczas gdy wiązka promieniowania śledziła mnie bezboleśnie i bezgłośnie. Zwykle wchodziłem i wychodziłem po około 15 minutach.
Większość poranków szedłem później do pracy. Pod koniec każdego tygodnia moja energia była wyczerpana. Wiedziałem dokładnie, kiedy było 10:15 każdej nocy - z jakiegoś powodu moje ciało wydawało się wtedy zaprogramowane na awarię. Miałem przypadkowe napady nudności. Moja pierś zakwitła od poparzenia popromiennego, zaczerwienienie rozprzestrzeniające się pod pachą, skóra obolała i pękająca po ostatnich zabiegach. Ale według schematu wszystko to było drugorzędne. Dotarłem do myśli Deborah Axelrod: uważałem się za szczęściarza.
Moje ostatnie leczenie 5 listopada było zaskakująco emocjonalne. Zrobiłam ciasteczka dla personelu, a nie coś, co robię od niechcenia. Po tym, jak zszedłem ze stołu (mam nadzieję, że będzie to ostatni raz), wymieniłem uściski z Davidem i Toni. To byli dobrzy ludzie; Widziałem ich więcej w ciągu ostatnich tygodni, niż widziałem moją rodzinę, przyjaciół lub współpracowników.
Kilka dni później, na zalecenie Amy Tiersten, mojej onkologa, zacząłem przyjmować tamoksyfen . Lek blokuje działanie estrogenu, hormonu, który może promować wzrost komórek rakowych w piersi. Mój zespół pomyślał, że jeden-dwa uderzenia promieniowania i tamoksyfenu zdusiłyby DCIS; lek zmniejszyłby również prawdopodobieństwo nawrotu raka w lewej piersi lub rozwinięcia się w prawej piersi.
Ma potencjalne skutki uboczne, od bólów głowy po zwiększone ryzyko rozwoju niektórych rodzajów macicy raka i wydawało mi się, że radzę sobie z niektórymi mniej poważnymi (bóle głowy, uderzenia gorąca), gdy moje ciało przystosowało się do leków. Ale żaden nie był tak okropny, że przeważał nad korzyściami.
Postscriptum
Prawie 10 miesięcy po zakończeniu radioterapii moja pierś nadal nie wygląda tak samo. Jest trochę brązowa, trochę różowa, miejscami nie byłaby naturalna.
W kwietniu poszłam na kontrolną mammografię. Wiadomość była dobra (lewa pierś jest czysta) i niezbyt dobra (mam teraz zwapnienia w prawej). Miałam też USG miednicy, które wykazało pogrubienie błony śluzowej macicy, co sprawiło, że mój lekarz był nieszczęśliwy; w najbardziej skrajnym przypadku ten rodzaj zgrubienia - niekorzystny efekt tamoksyfenu - może wskazywać na hiperplazję, stan przedrakowy. Zachowując ostrożność, dr Tiersten odciągnął mnie od tamoksyfenu i położył na Evista, chociaż jest to drugie miejsce w wyborze leczenia, jeśli chodzi o DCIS.
W nadchodzących tygodniach będę kolejna runda testów, które pomogą mi ustalić, co dzieje się w moim ciele. Czy leki przeciwdziałają DCIS w mojej prawej piersi? Czy zmiana leku powstrzyma pogrubienie wyściółki macicy? Prawdę mówiąc, nie wiem, co to wszystko oznacza długoterminowe. W końcu dotarło do mnie (nikt nigdy nie zadzwonił do mnie szybko po przyjęciu) to: Kiedy jesteś w klubie, jesteś w nim. To jest teraz moje życie. Jestem za to wdzięczny.
Gugi Health: Improve your health, one day at a time!